Goljat

Wojciech Goljat

Trzej panowie z Wilna

 

Trzy nietuzinkowe postacie, trzej ludzie o ogromnym znaczeniu dla kultury polskiej: Witold Hulewicz, Stanisław Cat-Mackiewicz, Paweł Jasienica. Byli bardzo różni, ale też sporo ich łączyło – przede wszystkim przez wiele lat byli znaczącymi postaciami Wilna. I wszyscy trzej ostatnie lata życia spędzili w Warszawie.

 

Jak ich nazwać? Publicyści? Intelektualiści? Twórcy kultury? 

 

Pierwszy z nich był uznanym tłumaczem, poetą i radiowcem. Drugi publicystą, historykiem, ale też politykiem i premierem rządu RP na uchodźstwie. Trzeci, nazywając siebie skromnie eseistą, miał olbrzymi udział w przystępnym przyswajaniu Polakom wiedzy o ich własnej historii.

 

Wszyscy trzej pochodzili z rodzin o tradycjach szlacheckich osiadłych na byłych kresach Rzeczypospolitej (choć Hulewiczowie kilka pokoleń wcześniej przenieśli się do Wielkopolski) i wszyscy trzej urodzili się z dala od Wilna (Witold Hulewicz w Wielkopolsce, pozostali dwaj w głębi Rosji). Wszyscy trzej mieli też za sobą kilkuletnią służbę wojskową w niespokojnych wojennych czasach – dwaj z nich wyszli z niej z Krzyżami Walecznych.

 

 

Witold Hulewicz (1895-1941)

 

12 czerwca 1941 roku w podwarszawskich Palmirach hitlerowscy okupanci rozstrzelali 29 osób. Jedną z nich był wysoki 46-letni brunet – znawca i miłośnik kultury niemieckiej, były żołnierz niemiecki, wrażliwy poeta, poliglota mówiący bogatszą niemczyzną niż większość jego oprawców. Witold Hulewicz – człowiek, który jako znakomity tłumacz języka niemieckiego przyswajał Polakom dzieła Tomasza Manna, Johana W. Goethego, Rainera Marii Rilkego (z którym się przyjaźnił) czy Maxa Broda; który napisał biografię wielkiego niemieckiego kompozytora Ludwiga van Beethovena i który na Kresach organizował cykl koncertów Beethovenowskich. Przy tym jednocześnie polski patriota: były powstaniec wielkopolski z którego wyszedł w stopniu kapitana, współpracownik prezydenta Stefana Starzyńskiego podczas oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 roku, wydawca pierwszego pisma konspiracyjnego w okupowanym kraju.

 

Hulewicz studiował na Uniwersytecie Poznańskim i na paryskiej Sorbonie. W 1921 roku debiutował tomikiem poezji Płomień w garści. W początku lat dwudziestych zajął się działalnością literacką i wydawniczą w rodzimej Wielkopolsce. Jednak okazało się, że utalentowany humanista, literat i poeta nie ma talentu do przedsięwzięć komercyjnych.

 

Po nieudanych przedsięwzięciach w Poznaniu Witold Hulewicz w 1924 roku osiadł w Wilnie. Stał się tam znaną postacią jako animator kultury. Redagował wówczas „Tygodnik Wileński” pismo o ogólnopolskim charakterze. Był współzałożycielem Rady Wileńskich Zrzeszeń Artystycznych i organizatorem wielu imprez kulturalnych. Potrafił przekonać Juliusza Osterwę do przeniesienia słynnego teatru Reduta z Warszawy do Wilna – za sprawą Reduty Wilno stało się jedną z najbardziej interesujących scen w kraju, a życie teatralne nabrało rozmachu. Hulewicz wydał dwa zbiory własnej poezji Lament królewski i poświęcone Wilnu Miasto pod chmurami oraz przewodnik dla młodzieży po Wilnie i okolicach Gniazdo żelaznego wilka. W wileńskim klasztorze bazylianów odnalazł celę, w której więziony był Adam Mickiewicz – odtąd miejsce to służyło cotygodniowym spotkaniom literackim.

 

Radio jako nowa forma przekazu i komunikacji, urzekło Witolda Hulewicza już w czasie służby wojskowej w armii niemieckiej podczas I wojny światowej. W czasie powstania wielkopolskiego organizował pierwszą kompanię łączności. Doświadczenia łącznościowca-radiowca zaprocentowały przy wykorzystaniu radia jako formy wyrazu artystycznego – w 1927 roku został kierownikiem programowym wileńskiej rozgłośni Polskiego Radia. Hulewicza fascynowały szczególnie dramaty Stanisława Wyspiańskiego, które uznawał za bardzo „radiowe”. Był autorem pierwszego polskiego dramatu napisanego specjalnie dla teatru Polskiego Radia Pogrzeb Kiejstuta (1928). Szybko stał się najwybitniejszym w Polsce reżyserem i teoretykiem teatru radiowego. W rozgłośni Polskiego Radia zatrudniał m.in. dwóch utalentowanych młodych poetów Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i Czesława Miłosza.

 

Po ostrym sporze z, uchodzącym za konfliktowego, Stanisławem Catem-Mackiewiczem przeniósł się w 1935 roku do Warszawy. Został tam szefem działu literackiego Polskiego Radia. Słuchowiska dla niego pisali m.in. Jerzy Szaniawski i Jarosław Iwaszkiewicz. Sam Hulewicz pisał książki i wiersze, dużo tłumaczył (głównie z języka niemieckiego, ale też z francuskiego i angielskiego). Zarówno w Poznaniu, w Wilnie, jak i w Warszawie wykazywał niespożytą energię i wszechstronność działań. Stał się człowiekiem o ogromnym znaczeniu dla kultury polskiej. „Bardzo dbał o rozpowszechnianie wszelkich dzieł kultury. Miał szaloną wyobraźnię, która podsuwała mu mnóstwo pomysłów. Swoją pasją zachęcał i zarażał wszystkich wokół” – tak wyraziła się o ojcu jego córka Agnieszka.

 

W 1939 i 1940 włączył się w nurt działalności konspiracyjnej – już w październiku 1939 roku był twórcą i redaktorem naczelnym pierwszego konspiracyjnego pisma „Polska Żyje”. Niestety, wskutek donosu, został aresztowany we wrześniu 1940 roku – niemiecki okupant konsekwentnie dążył do eliminacji polskich elit intelektualnych przeprowadzając tzw. Intelligentzaktion. Witold Hulewicz był groźny: polski patriota, poliglota, Europejczyk, postać znana i opiniotwórcza. Paradoksem wydaje się, że zginął z ręki przedstawicieli narodu, którego osiągnięcia kulturalne cenił i którego kulturę przez ponad 20 lat starał się przybliżyć polskiemu społeczeństwu.

 

 

 

Stanisław Cat-Mackiewicz (1896-1966)

 

Niezapomniany „Kisiel” (Stefan Kisielewski), przyjaciel Cata-Mackiewicza, określił go jako „bardzo kolorową postać” dodając, że „miał masę różnych paradoksów”. Był Mackiewicz błyskotliwym publicystą i polemistą potrafiącym zaskakiwać otoczenie specyfiką działań i odmiennością, w stosunku do powszechnie akceptowanych, standardów i poglądów. To on pisał m.in. o „kulcie poczciwego durnia” panującym w Polsce: „Przecież my, Polacy, nie znosimy właściwych ludzi na właściwych miejscach. My nie lubimy naczelników, szefów, wodzów inteligentnych… Kult poczciwego durnia jest jedynym powszechnie uznawanym kultem w Polsce. Jeśli kiedyś przez omyłkę lub niedopatrzenie dopuścimy do tego nieszczęścia, aby rządził nami człowiek z głową, z charakterem, z planem politycznym, to zaraz staramy się mu życie całkowicie zatruć albo go wysiudać”. Były to, co prawda, refleksje dotyczące Augusta III Sasa, ale Cat-Mackiewicz odnosił to do wielu mu współczesnych.

 

Pseudonim Cat wiązano z katolicyzmem i konserwatyzmem Mackiewicza. Lecz w rzeczywistości pseudonim Cat (czyli „kot”) przyjął on po przeczytaniu opowiadania Rudyarda Kiplinga O kocie, który chadzał własnymi drogami – faktycznie Stanisław Mackiewicz był wyjątkowym nonkonformistą, zaciekłym polemistą, nierzadko człowiekiem wręcz kłótliwym. Zaskakiwał chadzając rzeczywiście zawsze własnymi drogami i niewiele przejmując się odmiennością opinii otoczenia.

„Kisiel” zauważał ten koloryt pisząc m.in. o specyficznych poglądach Cata-Mackiewicza na historię Polski: „Uważał, że największym polskim królem był Kazimierz Jagiellończyk. Natomiast Kazimierz Wielki to był babiarz i w ogóle zero. Straszne kłótnie były na ten temat, pamiętam kiedyś awanturę z Pawłem Jasienicą. Cat w ogóle Piastów nie cenił, uważał, że Jagiellonowie to jest ważne, bo federacja”.

 

Mackiewicz studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Warszawskim by ostatecznie ukończyć studia na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Jako młody człowiek związał się z Polską Organizacją Wojskową. Podczas wojny bolszewickiej 1920 roku był ochotnikiem w partyzanckim oddziale jazdy słynnego „zagończyka” rotmistrza Władysława Dąmbrowskiego.

 

Przez siedemnaście lat (1922-1939) był wydawcą i redaktorem naczelnym wydawanego w Wilnie „Słowa” – poczytnego i opiniotwórczego dziennika środowisk konserwatywnych. W 1931 roku po podróży do ZSRR wydał Myśli w obcęgach. Studia nad psychologią społeczeństwa sowietów w której uwypuklił zaobserwowane absurdy. Wbrew poglądom środowisk konserwatywnych wielką estymą darzył marszałka Józefa Piłsudskiego. Snuł koncepcje Polski monarchistycznej, gdzie jako założyciela nowej dynastii królewskiej widział właśnie Marszałka. Po zamachu majowym był inicjatorem i organizatorem spotkania Marszałka z polską arystokracją kresową na zamku Radziwiłłów w Nieświeżu. W latach 1928-1935 był posłem z ramienia BBWR. Po śmierci Józefa Piłsudskiego bardzo krytycznie oceniał politykę jego następców. Kilka miesięcy przed wybuchem wojny za działalność opozycyjną (a właściwie za publikację bardzo krytycznych i niewygodnych wypowiedzi o polityce Józefa Becka i Edwarda Rydza-Śmigłego po których oskarżono go o „osłabianie ducha obronnego Polaków”) został na 17 dni osadzony w więzieniu w Berezie Kartuskiej.

 

Okres II wojny światowej spędził na emigracji pisząc dwie świetne polityczne analizy współczesnej historii Polski: od 11 XI 1918 do 17 IX 1939 (Historia Polski…, 1942) i od 17 IX 1939 do 5 VII 1945 (Lata nadziei) – w tej drugiej bardzo krytycznie ocenił politykę Władysława Sikorskiego i Stanisława Mikołajczyka. Analizy sytuacji politycznej Cata-Mackiewicza powtórzył siedem lat temu, popularny ostatnio, Piotr Zychowicz w swoim Obłędzie ’44.

 

Po wojnie Stanisław Cat-Mackiewicz pozostał na emigracji. Przez 12 miesięcy 1954/1955 był nawet premierem rządu RP na uchodźstwie. W roku 1956 Cat-Mackiewicz wrócił do kraju czym zaskoczył wszystkich – szczególnie gwałtowny atak spotkał go ze strony środowisk emigracyjnych. Natomiast władze PRL starały się propagandowo wykorzystać jego powrót nie utrudniając mu nadmiernie działalności literackiej. Cat-Mackiewicz publikował w Wydawnictwie „PAX” wydając kilka książek m.in. Zielone oczy, Był bal czy Europę in flagranti. Publikował także artykuły (pod pseudonimem) w paryskiej „Kulturze”. „Kisiel” tak określił te ostatnie lata życia Cata-Mackiewicza w PRL-u: „Ale mi imponował ten człowiek, bo on stworzył sobie własne życie w Warszawie – tak jak by nie było komunizmu” – rzeczywiście był kotem (Cat) zawsze chadzającym własnymi drogami.

Paweł Jasienica (1909-1970)

 

Swoje pasje historyczne osobiście zawdzięczam właśnie Jasienicy. Jako bardzo młody człowiek dostałem w prezencie jego Polskę Piastów i Polskę Jagiellonów. Krótko potem trafiłem do szpitala i, mając dużo czasu, zaczytywałem się w tych dwóch, napisanych piękną polszczyzną, książkach – wtedy to właśnie „złapałem bakcyla” zainteresowań historycznych.

 

Sam Jasienica tak pisał o swoich esejach historycznych: „Książki, które piszę, nie roszczą sobie żadnych pretensji do rangi dzieł naukowych, nie są podręcznikami ani popularyzacją nauki. To są zwyczajne eseje… Esejowi przysługują te same prawa, którymi cieszy się dramat, poezja czy powieść”.

 

Naprawdę nazywał się Leon Lech Beynar. Był potomkiem Mikołaja Beynara – jednego z kilkudziesięciu bojarów litewskich, którzy w 1413 roku podczas unii polsko-litewskiej w Horodle przyjęli polskie herby rodowe. Wśród elit litewskich początków XV wieku ów Beynar musiał być więc osobą znaczną – niekiedy Beynarom przypisuje się książęce pochodzenie tatarskie od Czyngis-chana.

 

Po ukończeniu historii na Uniwersytecie Stefana Batorego Leon Lech Beynar pracował jako nauczyciel, potem w wileńskiej rozgłośni Polskiego Radia (gdzie miał okazję zetknąć się z Witoldem Hulewiczem), a później w wileńskim „Słowie” wydawanym przez Stanisława Cata-Mackiewicza. Podczas okupacji jako oficer Armii Krajowej przybrał pseudonim „Nowina”. Uczestnik operacji „Ostra Brama”. Po zajęciu Wileńszczyzny przez Armię Czerwoną nadal pozostał w konspiracji będąc podkomendnym „Kotwicza” (Macieja Kalenkiewicza), a potem legendarnego dowódcy żołnierzy wyklętych „Łupaszki” (Zygmunta Szendzielarza). Ranny ukrywał się w kościele we wsi Jasienica, co potem (w połączeniu z sentymentem do imienia Paweł – podobno skrytka w kościele była za ołtarzem św. Pawła) posłużyło mu do przyjęcia pseudonimu literackiego Paweł Jasienica. Zapewne podczas tej przymusowej rekonwalescencji wrażliwy intelektualista porucznik „Nowina” wiele przemyślał. W kilkanaście lat później napisał: „Ku końcowi swego pobytu w lesie bardzo wyraźnie odczuwałem zanik hamulców moralnych”.

 

W roku 1946 podjął współpracę w Krakowie z „Tygodnikiem Powszechnym”. Aresztowany w 1948 przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego gdy zidentyfikowano go jako byłego żołnierza wyklętego – podkomendnego majora „Łupaszki”. Wkrótce potem, po interwencji wpływowego wówczas Bolesława Piaseckiego, został zwolniony. Zwalniający go z więzienia funkcjonariusz bezpieki zadał wówczas retoryczne pytanie „Zobaczymy czy Ojczyźnie zwolnienie pana się opłaci…?”.

 

Nadal pozostawał pod ścisłą obserwacją Służby Bezpieczeństwa do tego stopnia, że podstawiono mu uwodzicielską agentkę SB, która wyszła za niego za mąż – ta znana, ujawniona kilkanaście lat temu, sprawa stała się inspiracją do nakręconego w 2010 roku filmu Różyczka, gdzie główną rolę zagrał Andrzej Seweryn.

 

Najbardziej znanymi dziełami Pawła Jasienicy stała się synteza naszych dziejów: Polska Piastów, Polska Jagiellonów i Rzeczpospolita Obojga Narodów, gdzie autor podkreśla rolę talentów (lub ich braku) osób decydujących w danym momencie o losach kraju. Jasienica koncentrował się przy tym na działaniach władzy centralnej i marginalnie traktował szczegóły działań militarnych czy procesów społecznych i gospodarczych skupiając się na analizie przyczyn i skutków. Nie krył swojego zauroczenia niektórymi postaciami (np. Kazimierz Wielki czy Władysław Jagiełło) i skutkami ich działań, a jednocześnie krytycyzmu w stosunku do innych (np. Wazowie).

 

Od lat 60. jego książki (Słowiański rodowód, Myśli o dawnej Polsce, Trzej kronikarze) cieszyły się dużą popularnością wśród czytelników. I to pomimo kontrowersji wśród profesjonalnych historyków. Może dlatego, że Jasienica, używając pięknej polszczyzny, widział w historii przede wszystkim rolę człowieka: jego talenty, pasje, energię i zaangażowanie. Nie łączył tego z danym systemem politycznym w danym momencie. Jak sam pisał: „Dobrze by było przyswoić u nas… pojęcie Polski wiecznotrwałej. Nie Polski białej, czerwonej, sanacyjnej – lecz Polski wiecznej, tej, która trwa tysiąc lat”. Zapewne na takie poglądy miała wpływ też jego własna wojskowa przeszłość.

 

Do dziś chętnie wracam do esejów historycznych Pawła Jasienicy, mimo że dalsze badania zweryfikowały niektóre, pewne jak się niegdyś wydawało, poglądy na dawną historię Polski. Jednak to dzięki Jasienicy okazało się, że o historii można pisać w sposób wręcz porywający i historia wcale nie musi być nudna.

© Wojciech Goljat