Stańczak

Edward W. Stańczak

Sztafeta znicza do Hulewicza

 

Nie zachował się ani tekst, ani nagranie nadanej 17 maja 1928 roku u zarania Rozgłośni Wileńskiej Polskiego Radia audycji autorstwa i reżyserii Witolda Hulewicza pt. Pogrzeb Kiejstuta. Kiejstut, ojciec Witolda, stryj i wychowawca Jagiełły, uwięziony przezeń w Krewie i tamże zamordowany w 1380 roku. Czy za jego śmiercią stał bratanek, nie jest do końca pewne. Faktem jest, że Witold wolał skrycie ewakuować się do Krzyżaków. Przeżył… A że niedługo potem stryjeczni bracia się pogodzą? Interesy. Polityka.

 

W Wielkim Księstwie Litewskim to już zmierzch na poły legendarnych, na poły historycznych dziejów pogańskich i tylko patrzeć jak para królewska św. Jadwiga z Andegawenów i Władysław Jagiełłowie na mocy unii personalnej, również w Krewie zawartej, rozpoczną dzieło chrystianizacji Litwy.

 

Rok przed emisją Witold Hulewicz wydał powieść biograficzną Przybłęda Boży. Beethoven – czyn i człowiek (Poznań), a rok później własny zbiór poezji i dramatów Lament królewski (Warszawa). Oczywiście Hulewicz to nie tylko dramaturg, reżyser i poeta. Tłumaczył bowiem m.in. Goethego, Manna i Rilkego, z którym się zresztą przyjaźnił. Druga Rzeczpospolita przetrwała tylko dwadzieścia lat, ale mogła się poszczycić niejednym człowiekiem renesansu na miarę swojej epoki.

 

Wydarzenie jakim był radiowy Pogrzeb Kiejstuta pozostało we wdzięcznej pamięci jemu współczesnych, co pełniej odnotowuje znany nie tylko z anteny scenarzysta, reżyser, laureat Nagrody im. Witolda Hulewicza Jerzy Tuszewski (1931-2016) w książce Paradoks o słowie i dźwięku. Rozważania o sztuce radiowej (Wydawnictwo Adam Marszałek, 2002), a zwięźlej Agnieszka Karaś (Miał zbudować wieżę. Życie Witolda Hulewicza, Warszawa 2003 s. 193n): „Akcję słuchowiska stanowi rytuał pogrzebu Wielkiego Księcia Litewskiego, odtworzony według legend i starych kronik. Narracja oparta jest na relacji, jaką niewidomemu ojcu zdaje idąca w orszaku żałobnym córka. Pochód ze zwłokami Kiejstuta posuwa się z Krewa do Wilna. Na czele idą odpędzający złe duchy konni młodzieńcy, płaczki, wajdelotki i kapłani. Ceremonia kończy się spaleniem zwłok księcia wraz z jego końmi, psami i ptactwem myśliwskim.

 

Część Pogrzebu Kiejstuta nadawana jest z pleneru nad Wilią. Słuchowisko okraszone jest chórami i muzyką instrumentalną Tadeusza Szeligowskiego.

 

Na skutek lawiny listów Pogrzeb Kiejstuta zostaje emitowany powtórnie. Podobnie jak za pierwszym razem na całą Polskę”.

 

Jakie były dalsze i bliższe inspiracje literackie wyboru akurat takiego tematu? Pierwsze skojarzenie z lektur szkolnych to nieporównanie malarski heksametr Norwidowy Bema pamięci żałobny rapsod. Chociaż Czesław Miłosz, nawiasem mówiąc, późniejszy (jak sam pisze) „podwładny” Hulewicza w Rozgłośni Wileńskiej, a jak go zapamiętał Konstanty I. Gałczyński „urzędnik Miłosz”, zdradzający niejakie uprzedzenia do „Lechity” Norwida (Al. Fiut, Rozmowy z Czesławem Miłoszem, Kraków 1981, rozdz. Norwid i Mickiewicz) odesłałby nas raczej do mistrza Adama i do jego Ballad i romansów, do Pieśni Wajdeloty w Konradzie Wallenrodzie, do klimatu Dziadów cz. II (Zamknijcie drzwi od kaplicy…).

Zostawmy jednak te spory pogrobowcom romantyzmu, „a zstąpmy do głębi”.

 

„Witold snuł plany, jak zrobić z Wilna metropolię. Otarł się przecież o kulturę zachodnioeuropejską, o Warszawę. Wszystkie doświadczenia chciał urzeczywistnić w mieście Mickiewicza i Słowackiego” – wspomina córka Hulewicza Agnieszka, zwana przez ojca Jagienką (za A. Karaś, tamże, s. 134).

 

I już mamy szerszą perspektywę. Polonorum origines fabulosae (Dzieje bajeczne Polski), tak zatytułował Jan Długosz drugą część Roczników czyli Kronik sławnego królestwa Polskiego (Annales seu Cronicae inclyti Regni Poloniae). Znajduje się tam opis samobójczej śmierci i symbolicznego, siłą rzeczy, pogrzebu Wandy. Oryginał wydano w 1964 roku w PWN i tamże od 1962 roku edytuje się pomnikowy przekład pióra zespołu translatorów. Całość porównał z tekstem łacińskim Marian Plezia. Tu dalej staram się iść sam za tekstem, chociaż akurat tę księgę bardziej filologicznie tłumaczy tam Andrzej Jochelson. 

 

Tak się zaczyna legenda Wandy:

 

          Po Lechu wstąpiła na tron jego siostra Wanda,

          która wzgardziła małżeństwem z Niemcem Rytygierem 

          i mimo zwycięstwa nad nim,

          by złożyć z siebie ofiarę bogom, pogrążyła się w Wiśle,

          a pogrzebem uczczono ją w Mogile.

          Stąd Polaków zwie się Wandalami.

 

Czy, a jeśli tak, to do jakiego stopnia lektura Długosza miała wpływ na twórczość Witolda Hulewicza? Młody Hulewicz we wszystkich pruskich gimnazjach, które musiał zmieniać z obawy przed kolejnymi szykanami za udział w nielegalnym polskim harcerstwie i w kółkach samokształceniowych (Trzemeszno, Wrocław, Śrem, Leszno Wielkopolskie, Gniezno, gdzie zdał maturę) miał w programie łacinę, ale o naszym kronikarzu nie wolno tam było nawet wspomnieć. 

 

Z oryginałem Długosza obcował Henryk Sienkiewicz, którego wizja Bitwy pod Grunwaldem ma wiele cech kongenialnego spolszczenia Kronik. Na przykład hastis vibratis oddaje Sienkiewicz: „zadrżały kopie w rękach rycerzy”. Julia Mrukówna tłumaczy „potrząsając kopiami”, natomiast otwierające opis bitwy signis canere incipientibus to u niej „kiedy zaczęła rozbrzmiewać pobudka”. Pobudka po trzech mszach, w upale? To samo wydanie PWN, Warszawa 1982, księga XI, strona 122. Sienkiewicz, w duchu Długosza, buduje napięcie, ale to dobre prawo literatury pięknej: „Już serca w obu wojskach biły jak młoty, ale trąby nie dawały jeszcze znaku do boju”. Dosłownie z Kronik: „Kiedy trąby zaczynały śpiewać” (ablativus absolutus dla czynności równoczesnych).Wydawnictwokkkkk

 

Hulewicz mimo zaborów mógł czytać w każdej większej polskiej bibliotece przekład Karola Mecherzyńskiego, wydany w roku 1867 jeszcze przed ostateczną redakcją tekstu łacińskiego, jako tom pierwszy, nakładem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tłumaczenie nosiło tytuł Jana Kochanowskiego kanonika krakowskiego dziejów polskich ksiąg dwanaście.

 

Nie można ręczyć, czy Jan Kochanowski znał dzieło Długosza. Autor Kronik był bowiem na cenzurowanym u Jagiellonów a nawet 125 lat po swojej śmierci u ich krewnego po kądzieli Zygmunta III Wazy, który 20 grudnia 1615 roku podpisał zakaz druku Kronik. Poszło o wzmiankę z aluzją do plotek na temat królowej Zofii i jej trzech synów ze „zgrzybiałym” Władysławem Jagiełłą. Kolejni władcy Rzeczypospolitej Obojga Narodów traktowali ten fragment jako próbę zakwestionowania legalności dynastii.

 

Kochanowski – jak się podpisywał: secretarius regius – sekretarz królewski u Zygmunta Augusta, mógł (ale nie musiał) zajrzeć do Kronik w jednym z odpisów dostępnych tylko dla wybranych. Nie rozstrzyga tej kwestii Jerzy Pelc (Jan Kochanowski. Szczyt renesansu w literaturze polskiej. Warszawa 2001, s. 303-305), ale porównuje pokrótce obie wersje legendy o Wandzie: kronikarską i poetycką. Różnice między nimi skłaniają badacza do hipotezy, że jedna nie miała wpływu na drugą.

 

U Długosza germański książę Rytygier rzuca się na własny miecz, kiedy jego co znamienitsi rycerze, już ustawieni do boju, ulegają urokowi i urodzie walecznej Wandy i wycofują się bez walki z pola bitwy wobec przewagi nieprzyjaciela i nieprawości swojej sprawy. U Kochanowskiego Rytygier ginie w bitwie, zaś Wanda urządza mu godny pochówek, a jeńców uwalnia i każe odprowadzić bezpiecznie do granic państwa lechickiego.

 

Co łączy autorów to prozatorski i poetycki obraz śmierci Wandy. Długosz, jak przystało na księdza kanonika, dodaje lakoniczną ocenę moralną, a Kochanowski humanista od takiej nawet się powstrzymuje. Pisze Długosz:

„Postanowiła z własnej woli złożyć siebie na ofiarę bogom, a popchnął ją do tego obłęd jej czasu, kiedy wierzono, że coś takiego ich ucieszy i sądzono, że czyn to wzniosły i bohaterski. Obawiano się zarazem, żeby na niezmącone sławę i pomyślność nie padł cień jakiejś przeciwności losu. Zwołuje przeto co znakomitszych wśród Polaków i każe zabić zwierzęta ofiarne. Tak dokonuje ojczystych obrzędów i dziękuje z poddanymi za doznane łaski. Blaga też, by dane jej było zamieszkać w lepszej stronie zaświatów. Skacze z mostu do rzeki Wisły, powierza się jej falom i przykryta nimi śmierć znajduje.

 

O milę od Krakowa płynie rzeka Dłubnia i nad nią w polu Wanda ma grób. Potomni bardziej podziwiali niż dawali wiarę takiej opowieści, że tym pomnikiem oddawano Wandzie te samą cześć co ojcu. Usypano bowiem z ziemi wysoki kopiec i po dziś dzień się go pokazuje, a od tego miejsca wieś Mogiła nazwę swą wywodzi. Nikt z Polaków nie wątpi, że ten dar ma przypominać zasługi panowania tak Kraka jak i Wandy, skoro zarządzono niegdyś, że jeden i drugi kopiec ma być w poważaniu po wszystkie wieki”.

 

Wandzie poświęcił też po łacinie elegię XV z księgi I Jan Kochanowski. Piotr Chmielowski umieszcza genezę elegii w szerszym kontekście biograficznym autora (Historya literatury polskiej, wyd. 2, Lwów – Warszawa 1915, t. 1, s. 250): „Gdy się ożenił, gdy ogień namiętny przygasł, wychwalał małżonkę jako gospodynię, jako domu podporę, jako pocieszycielkę, co «słodkiemi słowy» umie przepłoszyć troskę, jako matkę wreszcie działeczek «ojcowi podobnych». Wiedział też, że były kobiety niezwykłe, zaczął nawet kreślić króciutkie charakterystyki niektórych, lecz nie zapalił się tematem i chwałę niewiast w ich płci jeno upatrywał. Elegia łacińska o «Wandzie», co nie chciała Niemca, nie przeczy takiej charakterystyce i choć jest ładna, to wieje z niej chłód; poeta opisywał tylko szczególne, niezwykłe zdarzenie, lecz się nie entuzjazmował”. Literaturoznawcy będą później zajmować raczej estetyką i antycznymi źródłami el. I 15.

 

 

 

Alfred Fei niemało miejsca poświęca wyobraźni plastycznej Jana z Czarnolasu (Kochanowski polski i łaciński, Pamiętnik Literacki 1935, 32/1/4, s. 319-339). Skądinąd wiemy, że siostrzeniec Zygmunta Starego książę Albrecht Hohenzollern na prośbę królewieckiego studenta Jana (Hannsa) Kochanowskiego zafundował mu wyjazd do Włoch celem leczenia oczu i dalszych studiów w Padwie. Śmielsze, choć w zasadzie udokumentowane, dywagacje i przypuszczenia również o późniejszych związkach finansowych Kochanowskiego z pruskim dworem książęcym znajdziemy u Gabriela Maciejewskiego (Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie, Warszawa 2012, t. 2, rozdz. Hans z Czarnolasu).

 

Fei nie odchodzi od tematu (loc. cit.): „Znaną jest rzeczą, że Kochanowski miał słabą pamięć wzrokową i dlatego nie ma w jego poezji barwnego i plastycznego odbicia otaczającego świata. […] Wzywając w polskim wierszu «matkę skrzydlatych miłości», ofiarowywał jej Kochanowski w ofierze:

 

                        Zioło w swych   b a r w a c h   r o z l i c z n e.

                        Masz fiołki, masz leliją,

                        Masz majeran i szal wiją,

                        Masz wdzięczny swój kwiat różany,

                        To biały a to rumiany.

                                               (Fr. III 12)

 

Nigdy jednym tchem tylu kwiatów nie wymienił. Ale choć było to niby dla rozlicznych barw je nazbierał, barwy przemilczał, wspominając tylko o dwóch kolorach róż. I tak będzie u niego stale: «kwiatki barwy rozmaitej» kilkakrotnie znajdziemy w jego poezji, ale są one zawsze – bezbarwne. Jest przecie jeden wyjątek. Zwycięska Wanda pamięta kolory kwiatów, z których plotła wianki dla rodzinnej Wisły:

 

                                    Nunc pro pallentiviola, croceoque hyacyntho

                                    Haec spolia in ripis figo cruenta tuis.

                                                                       (El. I 15, 75-76)

 

Zapewne jak [na] dzisiejszy nasz smak ten «blady fiolek» kolorystyczne mało interesujący. Mimo to wyższość łaciny Kochanowskiego nad jego polszczyzną jest wyraźna”.

 

Ten i inne wywody Feia osłabia nieco pesymistyczna konkluzja rozprawki: „Z jego utworami łacińskiemi stało się z czasem to samo, co z całą niemal humanistyczną poezją łacińską: poszły na pokarm molom i filologom. Polskie dzieła stały się kamieniem węgielnym poezji polskiej”. Zainteresowanie badaczy oraz tłumaczy nie tylko El. I 15 ale i całą twórczością łacińską ojca literatury polskiej na szczęście równoważy tę tezę.

 

Ignacy Chrzanowski przez liczne kolejne wydania (pierwsze 1906) Historii Literatury polskiej (z wypisami) taki sąd wyraża (par. 41): „W poezji łacińskiej miał Kochanowski w Polsce i wielu poprzedników, lecz pięknością formy prześcignął ich wszystkich. Początkowo pisywał wiersze łacińskie dla wprawy albo dla własnej przyjemności, ale później odzywał się do innych, i to nie tylko do humanistów polskich (np. do Myszkowskiego i Zamoyskiego), aby im sprawić przyjemność umiłowaną przez nich mową Rzymian, ale i do obcych, aby, jak np. w odach na triumfy wojenne króla Stefana, roznieść po całym świecie sławę imienia polskiego”.

 

Jan Kochanowski pisał bowiem po łacinie od studiów padewskich aż do końca życia. Elegie, ody, fraszki, pieśni. Pisał w języku Wergiliusza, Owidiusza, Horacego i Propercjusza właściwie o wszystkim, co i dzisiaj nas zajmuje: miłość, wojna, polityka, wydarzenia publiczne, pożegnania bliskich i przyjaciół, sprawy obywatelskie, życie rodzinne. Na pewno nie „wieje chłód” z, powstałych w obozie wojennym w Radoszkowicach, poetyckich oświadczyn do ukrytej pod greckim imieniem Pazyfili – późniejszej żony poety Doroty z Podlodowskich. Przeciwnie. Spod scenografii antycznej przebija uczucie.

 

Wśród bardziej znanych tłumaczy Kochanowskiego wyróżniają się Kazimierz Brodziński (1791-1835), Władysław Kondratowicz herbu Syrokomla (1823-1832), Julian Ejsmond (1892-1930), Leopold Staff (1878-1957).

 

Każdy jednak przekład poetycki musi kiedyś poddać się próbie konfrontacji z odbiorem i z wrażliwością estetyczną następnych pokoleń. Jestem świadom, że i przeze mnie od lat proponowane to czeka, choć może wiersz bezrymowy mojego spolszczenia (a taka jest łacińska poezja klasyczna i renesansowa), o paradoksie, „ujdzie cało”.

 

Tymczasem ośmielam się wypełniać sporą lukę czasową od ostatniej większej translacji. Leopold Staff pracował nad przekładem łacińskiego Kochanowskiego pod koniec życia i nie ze wszystkim zdążył, a w stylu i w słownictwie czuje się niejaki wpływ Brodzińskiego.

Edward W. Stańczak

 

 

O poezji łacińskiej i o elegii I 15 również pisali:

 

Głombiowska Z., Inspiracje propercjańskie w elegiach Jana Kochanowskiego, Pamiętnik Literacki 63/3, 5-28 1972;

 

Kumaniecki K., Podanie o Wandzie w świetle źródeł starożytnych, Pamiętnik Literacki 22-23 (1925-1926);

 

Łukaszewicz-Chantry M., Wanda – sarmacka Amazonka w poezji łacińskiej w Polsce. Od Jana z Wiślicy do Jana Kochanowskiego, Terminus, t. 16 (2014), z. 1 (30), www.ejournals.eu/Terminus;

 

Starnawski J., Jana Kochanowskiego łaciński poemat o Wandzie (Elegia I 15), w: Jan Kochanowski. Interpretacje, Kraków 1989;

 

Ulewicz T., Kochanowski. Świadomość słowiańska. Oddziaływanie europejskie, Kraków 2006;

 

Por. wstęp pt. Kochanowski nieznany – słowo tłumacza w moim przekładzie (edycja dwujęzyczna): Jan Kochanowski Pieśń zwycięstwa nad Moskwą w wojnach o powrót Inflant rok po narodzeniu Chrystusa 1582 i inne pieśni wojenne, Warszawa 2009. Jako motto do tego szkicu przywołuję wniosek Juliana Krzyżanowskiego (J. Kochanowski, Elegie, [wyd. dwujęzyczne], przeł. L. Staff, wstęp j. Krzyżanowski, Warszawa 1953, s. 6): „Każdy, kto chce naprawdę poznać twórczość Jana Kochanowskiego, prędzej czy później sięga do jego poezji łacińskich, od poezji w języku polskim nie dadzą się one oddzielić, obie stanowią całość jednolitą”.

Jan Kochanowski: Elegia XV z Księgi I

                                                

                                1              Potocznym teraz wierszem opowiadaj Muzo

                                                               o bitnej Wandy rządach u Polaków.

                                                Skoro Krak ojciec odszedł spośród żywych,

                                                               syn młodszy, skrytobójczo odsunąwszy brata,

                                5             Tron opanował, ale potem ów, drżąc dniem i nocą

                                                               przed gniewem bogów i braterskim cieniem,

                                               padł w szponach Furii, więc niespełna rok

                                                               cieszył się władzą tak zdradziecko wziętą.

                                               Z krwi Kraka jedna pozostała Wanda

                               10                           tyle w niej krasy co przymiotów ducha.

                                               Nie przędła wełny, ani jak Minerwa

                                                               nie tkała wzorów wielobarwną nicią.

                                               Łuk, oszczep – toż to istna towarzyszka Diany,

                                                               gdyż dzikie bestie w gęstych kładła kniejach,

                               15           stąd wstręt do godów, szkoda słów o ślubie,

                                                               jedyne jej kochanie to niezłomna czystość;

                                               acz o tym milczy i ukrywa w sercu,

                                                               u ludzi bowiem nie brak wciąż nadziei

                                               i tobie, najpiękniejsza z nimf sarmackich, życzą

                               20                           wszyscy męża równego sławą i bogactwem.

                                               Jej zatem lud i rada zgodnie powierzają

                                                               berło. Niech dzierży je niewieścią dłonią.

                                                Waha się zrazu, przecie nie chce wierzyć,

                                                               żeby zdołała takie podjąć brzemię.                                                                                                                                              

                               25           Ledwo ją senat mógł przebłagać wreszcie:

                                                               na tron ojcowski wstąpi zuch – dziewoja,

                                               a tak się pilnie zmierzy z obowiązkiem,

                                                               że wielkich mężów godna jest pamięci.

                                               Wielu z Północy o nią stara się młodzieńców,

                               30                           lecz wiatr te swaty przegna im na powrót.

                                               Rytygier Niemiec prze najnatarczywiej.

                                                               I ty się próżno łudzisz Rytygierze.

                                               Pysznyś majątkiem, twardą szkołą Marsa,

                                                               rodem znad Renu chełpisz się szlachetnym,

                               35           lecz czysta Wanda ani dba o dobra,

                                                               ni o przewagi, ni o herb Teutona.

                                               Burzy go wzgarda; jak od dwóch pochodni

                                                               płonie w nim wściekłość, gore dzika miłość.

                                               Czas zmienić plany, prośba nic nie wskóra

                               40                           – rzecze i w szale chwyta zbójczy oręż.

                                               Nie tajne Wandzie, co w obłędzie Teuton

                                                               knuje, wiec sama bierze się do dzieła.

                                               Już obie strony w równych stoją siłach,

                                                               gdy wtem do Wandy wraży poseł bieży.

                                45           – Wkrótce, o pani, ujrzysz Rytygiera; zali chcesz męża,

                                                               zali spotkać wroga wolisz, twój wybór.

                                               Żadnego nie chcę – tyle Wanda na to –

                                                               i posłańcowi każe odejść precz.

                                               Tą odpowiedzią rozeźlony wróg porzuca miłość

                               50                           dla wściekłej furii i ponawia marsz.

                                               Szyk sprawia i wybiega Amazonka z łukiem,

                                               `              i wzniósłszy ręce taki składa ślub:

                                               „Co czczę najwyżej, co najdroższe dla mnie

                                                               jeśli, Jowiszu, wygram, będzie twoje.”

                               55           Słowa te syn Saturna chętnym chłonął uchem

                                                               i gromem prawej stronie łaskę wskazał z nieba.

                                               Rada wróżbie grzmieć w rogi każe, sama zaś

                                                               na rączym koniu pędzi przed szeregiem.

                                               Wojsko za królową pochyla włócznie,

                               60                           Walą nań Teutoni z walecznym sercem.

                                               Bój się rozpala, tną się i padają po obu stronach.

                                                               Mars dziki wszędy szybkie zbiera żniwo.

                                               Germanie trupem ścielą pole, wódz sam

                                                               ugodzon leży przed swoimi znaki.

                               65           Zdjęto zeń jeno zbroję, godnie pochowano,

                                                               jeńców puszczono żywcem i bezpieczną drogą.

                                               Gdzie bitwa, tam zwycięska każe wznieść królowa

                                                               pomnik poległym przy wiślanym nurcie.

                                               Z hełmów i z broni mężów tam układa kopiec

                               70                           i tak przemawia do szumiącej rzeki:

                                               „Wisło bogata w wodę, Wisło rzek źrenico,

                                                               co pod Północną płyniesz Niedźwiedzicą;

                                               Wisło, com ci ofiary z kwietnych wiła wianków,

                                                               oto ja Wanda znana twoim falom,

                               75           Dziś nie blednący fiołek, szafranowy mieczyk,

                                                               lecz okrwawione łupy wieszam ci na brzegu,

                                               pomnik pokonanego wroga, co niebacznie broń

                                                               szalony na mnie podniósł, czym obraził bogów.

                                               Nie mógł mnie złamać prośbą, to próbował mieczem.                  

                               80                           Szedł tu na darmo i na swoją zgubę.

                                               Teraz zuchwalec powalony raną śmiertelną leży,

                                                               mnie sława wzniosła na niebiańskie łąki.

                                               Bogowie, z waszą tarczą szłam naprzeciw wrogów

                                                               I do haniebnej pchnęłam ich ucieczki:

                               85           by nie mówiono, żem was czciła z lęku,

                                                               a zbywszy nieszczęść o was zapomniałam,

                                               com ślubowała pogrążona w troskach,

                                                               wiedzcie, że spełnię takoż w szczęsnej doli.

                                               Jest li nad życie skarb cenniejszy w świecie?

                               90                           To ocalona wam w ofierze składam.”

                                               I po tych słowach jak na brzegu stała

                                                               chętnie się rzuca w szybkie fale Wisły.

                                               Na czyn ten wszyscy osłupieli, jęczą

                                                               z bólu i drapią lica zrozpaczeni.

                               95           Wandę zaś Wisła skrywa w modrych wodach,

                                                               ojczystej rzeki czyni z niej boginię.

                                               Lud ma ją za śmiertelną, szuka ciała w falach,

                                                               by je spopielić na wysokim stosie.

                                               Stracił nadzieję, sypie pusty grób,

                           100                            cień Wandy trzykroć wzywa ze styksowych wód.

                                               Słychać okrzyki w głębi rzeki. Błąd

                                                               ów Najadzie* nowej miód na duszę.

                                               Jak w on czas każdy gorzkie łzy wylewał

                                                               tak dzień ten przyszłe opłakują wieki.

                           105            Na lewym brzegu dotąd zacny pomnik

                                                               stoi, gdzie Wisła płynie pod Mogiłą**.

 

______________________________

*tj. Wandzie.

**po łacinie Clara Tumba [Jasny Grób], wieś położona pod Krakowem i, jak powiadają, nazwana tak od grobowca Wandy.   


Kopiec Wandy, fot. © Mach240390