Urbankowski

Bohdan Urbankowski

Naziemne i nadpowietrzne zwycięstwo

 

Tytuł wykładu* podpowiedział mi Juliusz Słowacki pisząc w Odpowiedzi na artykuł pana ZK: „Kordyan świadczy, żem jest rycerzem tej nadpowietrznej walki, która się o narodowość naszą toczy”. Tymi słowami zwrócił uwagę na to, że każdy czyn, walka, praca dzieło sztuki ma wymiar podwójny: naziemski i nadpowietrzny, materialny i duchowy.

 

Gdy mówimy o Bitwie Warszawskiej mówimy o zwycięstwach niemożliwych, wręcz cudownie odniesionych i kilku sferach i w kilku wymiarach.

 

W sferze geografii, tej politycznej – stworzone zostało nowe państwo, państwo, którego nie było na mapie. Jeśli kto chce w tym miejscu wprowadzić korektę, że nie stworzone, tylko wskrzeszone po 123. latach niewoli – zgoda, ale wskrzeszenie bywa najtrudniejsze.

 

W tym miejscu należy przypomnieć zasługi Piłsudskiego, który walce o niepodległość poświęcił całe życie. Poczynając od szkolnej konspiracji w wileńskiej „Spójni” poprzez udział w spisku niedoszłych carobójców, poprzez Sybir i rosyjskie więzienia – do działalności w PPS.

 

Piłsudski wprawdzie nie stworzył tej partii, gdy powstawała tworzył lokalną konspirację na Litwie – ale on przestawił ruch socjalistyczny z kierunku internacjonalistycznego na narodowy, niepodległościowy. Trafnie odczytał znaki społecznych przemian: oto powstawała nowa siła, nowa klasa – proletariat wielkomiejski. Na nich postawił, do nich docierał z propagandą drukując pismo „Robotnik”. Po opadnięciu fali ruchów robotniczych postawił na nowe pokolenie – w oparciu o nie budował ZWC, stowarzyszenia strzeleckie i Legiony. Gdy zaborcy się wykrwawili – na terenie Polski były już siły zdolne ją opanować i zorganizować. Cud powstania nowego państwa był efektem żmudnej, kilkudziesięcioletniej pracy. Po drodze: stał się cud równie ważny – zwycięstwo nad najsilniejszym z zaborców.

 

W sferze wielkiej strategiizwycięstwo nad Rosją, nawet nad dwiema. Na uwagę zasługuje strategia – do pewnego momentu… przez zaniechanie. Walki z Rosją zaczynają się w końcu 1918 roku walkami o Wilno. „Samoobrona” walczy z postępującymi najeźdźcami, ale i z wewnętrznymi zdrajcami – komunistyczną „piątą kolumną”, która uwiła sobie nie gniazdo a twierdzę we „Wronim gnieździe” (rejon ulicy Wroniej 3). Potem następuje okres walk lokalnych, pierwsze zwycięstwa regularnego Wojska Polskiego pod Berezą Kartuską i pod Mostami. Przesuwamy a właściwie rozbudowujemy Państwo Polskie na wschód. I tutaj czeka pułapka – nacisk aliantów, by wspomóc Denikina (Karzeł i olbrzymy – wywiad dla St. Laudańskiego1). Ani Denikin (gen. Aleksander Karnicki – Taganróg), ani bolszewicy (Michał Kossakowski z Marchlewskim – Mikaszewicze).

 

W sferze wielkiej taktyki (nie ma takiego terminu, lecz tradycyjnie rozumiana taktyka to za mało, używa się czasem określenia: szczebel operacyjny – ten byłby adekwatny) – pokonanie kilkakrotnie większych sił (97-127 lub 127-795) metodą odwrócenia kierunku wojny, symbolicznie mówiąc metodą odwrócenia mapy.

 

Na Warszawę naciera front Zachodni Michaiła Tuchaczewskiego, w którego skład wchodzi pięć armii: od południa: Grupa Mozyrska, a nad nią w kolejności armie: XVI – Nikołaja Sołłoguba, III – Władimira Łazariewicza, XV – Augusta Korka i IV – Aleksandra Szuwajewa, osłaniana od północy przez konny Korpus Gaj-Chana. Dojścia do stolicy bronił dowodzony przez Hallera Front Północny (60-80 tys. żołnierzy, z czego na 5. Armię Władysława Sikorskiego przypadało 22 tys., a na 1. Armię gen. Franciszka Latinika zaś 39 tys. żołnierzy rozmieszczonych od ujścia Bzury do ujścia Pilicy. Armię gen. Roji stojącą na zachód od Wisły na odcinku: Karczew – Dęblin – Karczew można w tych rachunkach pominąć – nie wzięła udziału w walkach). Do obrony stolicy – wliczając młodzież akademicką, skautów, służby miejskie i grupy ochotników mógł zorganizować do 50 tys. ludzi – nie za bardzo nadających się do walki.

 

Ale w tajemnicy nie tylko przed wrogiem, ale i przed własnymi obywatelami (zwłaszcza rozhisteryzowanymi warszawiakami!) w rejonie Wieprza rozbudowywany był Front Środkowy Rydza Śmigłego, który przeistoczy się w Armię Manewrową. Dowództwo obejmie osobiście Piłsudski.

 

Na południe od tego teatru wojny do starcia szykowały się: Front gen. Wacława Iwaszkiewicza na który następował Front Południowo-Zachodni Aleksandra Jegorowa ze Stalinem jako komisarzem politycznym. Uprzedzając zarzut jakoby z winy Stalina front ten nie pomógł Tuchaczewskiemu wyjaśnijmy, że miał on inne zadanie: marsz przez Lwów i Kraków na Węgry, Czechy i do Austrii. Ten marsz został zatrzymany w Zadwórzu pod Lwowem, za cenę śmierci 318 polskich Termopilan; marsz wydzielonej zbyt późno Konarmii Budionnego skończył się nieudanym atakiem na Zamość i porażką pod Komarowem. Z liczącej około 30 tys. ludzi, wzmocnionej lotnictwem i artylerią armii – do Rosji przebiło się 2-3 tys. uciekinierów.

 

Geniusz Piłsudskiego przejawił się w tym, że potrafił odwrócić kierunek wojny, symbolicznie można powiedzieć, że odwrócił o 90 stopni mapę. Z tej perspektywy można było dostrzec pięć ogromnych. lecz pełznących daleko od siebie węży. Gdy dopełzną do rejonu Warszawy – będą już nie do pokonania. rzecz w tym, by rozcinać i niszczyć je kolejno, tak szybko, by nie zdążyły się połączyć.

 

Można rzucić genialną myśl, lecz skąd wziąć siły, by taki plan wykonać. I w tym momencie Piłsudski wpadł na myśl, że skoro nie ma żadnych rezerw, żadnych innych żołnierzy – to musi przerobić tych, którzy są, którzy właśnie uciekają przed bolszewikami. Ofensywa, która ruszyła 16 sierpnia zaczęła się wcześniej od defilady w Firleju. Uchwycił to trafnie gen. Weygand pisząc: „W ciągu trzech dni, które marszałek Piłsudski spędził wśród wojsk IV armii, zelektryzował je; przelał z własnej duszy w dusze walczących ufność i wolę pokonania wszelkich przeszkód. Nikt poza nim nie mógł tego dokonać. Pod żadnym innym dowódcą wojska polskie nie dokonałyby z tym uniesieniem zażartym tej ofensywy, która miała doprowadzić je w ciągu kilku dni aż do niemieckiej granicy, przedzierając z boku i rozwalając siły czterech armii sowieckich, które dopiero co miały się za zwycięzców”.

 

Piłsudskiemu udało się stworzyć pięść uderzeniową – najsilniejszą na froncie. Na ogół podaje się liczbę 44 tysięcy, to rymuje się z poezją wieszczów1 (sam Piłsudski liczył siły gotowe do walki na 42 700 bagnetów i 3 tys. szabel). W rzeczywistości żołnierzy było więcej, a wliczając łączność, służby sanitarne, zaopatrzenie, a także maruderów i ochotników, nawet od 80 do 100 tysięcy ludzi. Pierwsza na drodze, tzw. grupa Mozyrska, była zbieraniną oddziałów liczących 12-14 tys., największa z wrogich armii – XVI Armia Sołłoguba liczyła 32 tys. Każda więc z wrogich armii z osobna, była słabsza od Armii Piłsudskiego, problem polegał na tym, by je rozbić, zanim zdołają się połączyć. 

 

Przewidując, że Rosjanie mogą uciekać w stronę Bugu i tam dokonać koncentracji, Piłsudski podzielił swoje siły tak, by część pędziła bliżej Wisły, część bliżej Bugu, by odciąć drogę bolszewikom drogę na Brześć, Drohiczyn i Białystok.

Tymczasem 15 sierpnia zajęte zostały Maciejowice, a w Wyszkowie zainstalował się „Rząd” przyszłej Polskiej Republiki Rad. W Siedlcach drukowano plakaty z okazji zdobycia Warszawy, podobne rozwieszano w Moskwie.

 

Polski atak ruszył o świcie 16 sierpnia. Na lewym skrzydle ułani Wielkopolscy zaatakowali siły 57. Dywizji Strzeleckiej, która zająwszy 15 sierpnia, w święto NMP Maciejowice, po tradycyjnych grabieżach i gwałtach rozpoczęła przeprawę przez Wisłę. Nie jest pewne, czy Piłsudski zatrzymał się na polu bitwy, czy modlił się razem z żołnierzami – nawet jeżeli nie, nie zmienia to faktu, iż zwycięstwo zostało odniesione w miejscu, w którym Kościuszko poniósł klęskę – było to jakby odwrócenie biegu historii.

 

Dalszy przebieg wydarzeń zgadzał się z planem Piłsudskiego: Rosjanie próbowali uciec na wschód, ale nie nadążali. Polacy przecinali armię po armii – wpędzając resztki do Prus.

 

Przebieg działań odnotujmy w telegraficznym skrócie:

 

16 sierpnia Piłsudski rozłupał grupę Mozyrską prócz triumfu 15 Pułku pod Maciejowicami, na pamięć zasługuje zwycięstwo 5 Brygady Jazdy Pod Cycowem.

 

17 sierpnia zdobyty został Mińsk Mazowiecki, dzień później Siedlce.

 

18 sierpnia, Wyszków „Rząd” Marchlewskiego zdołał jednak wcześniej uciec.

 

Nocą 18/19 sierpnia 1 Dywizja Piechoty Legionów zdobyła Drohiczyn. Brawurą popisali się st. sierż. Modest Żabski i st. legionista Zygmunt Blusiewicz, którzy zobaczywszy oświetlone i oflagowane na czerwono jakieś gmaszysko – obrzucili je granatami i strzelając wpadli do środka. Gdy kurz opadł zobaczyli przed sobą sztaby 7. i 18. dywizji sowieckiej z podniesionymi rękami. Za wzięcie jeńców otrzymali krzyże Virtuti Militari. Identyczne odznaczenie otrzymał por. Broniewski, który dowodząc 8 kompanią i osobiście strzelając z cekaemu obronił przed bolszewikami most pod Drohiczynem.

 

22 sierpnia Dywizja Legionowa po półtoragodzinnej walce zajęła Białystok – po raz drugi wyganiając „rząd” Marchlewskiego. Rosjanie odnieśli tu straty na tyle poważne, że Białystok, zyskał miano zbiorowej mogiły XVI Armii Sowieckiej.

 

Ostateczny wynik Bitwy Warszawskiej to: według danych sztabowców francuskich (aprobowanych przez komandarma Siergiejewa) 70 tys. jeńców, 80 tys. Rosjan internowanych w Prusach + 200 dział i 1000 cekaemów (zob. Od Dźwiny ku Wiśle, Warszawa 1925, s. 122). Liczby swoich zabitych Rosjanie nie podawali, wstępne polskie szacunki mówiły o 40-50 tys. trupów2. Dane te nie obejmowały strat wojsk rosyjskich walczących pod Komarowem i później – nad Niemnem i w wyniku rajdu na Korosteń.

 

Stawiając kropkę nad i przypomnijmy, że Bitwa zwana Warszawską nie dotarła do Warszawy – doszła do Radzymina, Leśniakowizny i Wólki Radzymińskiej, i zawróciła w panice. Mieszkańcy stolicy niewiele wiedzieli o wydarzeniach na froncie, słyszeli tylko zbliżający się huk dział, potem działa ucichły. 14 sierpnia od świtu trwały walki pod Ossowem, wówczas to zginął ksiądz Ignacy Skorupka. Nadludzkim wysiłkiem utrzymywał pozycje por. Mieczysław Słowikowski3 – sześć razy odbijał bolszewickie ataki i prowadził polskie kontrataki.

 

Na tym właściwie można zakończyć wspomnienie o Bitwie Warszawskiej, gdyby nie to, że mówiliśmy tylko o jej materialnym wymiarze – o siłach armii, miejscach walk, liczbie zabitych. Czas jednak dotrzymać obietnicy i powiedzieć o ponadmaterialnym, „nadpowietrznym” znaczeniu tej Bitwy.

 

Trzy rzeczy są tu najważniejsze; znaczenie dla kultury Europy, znaczenie dla kultury samej Polski i znaczenie dla kultury Polaków. Słowa kultura używam w najszerszym znaczeniu – bliskim filologicznego. W łacinie cultura oznaczało uprawę (np. kultura rolna), potem słowo to rozszerzało swoje znaczenie – oznaczało doskonalenie ludzkiego świata o wynalazki techniczne, o nauki i sztuki, o mitologię dzieł literackich i ksiąg religijnych, słowem o rzeczy różniące nasz świat od zastanego, zwłaszcza od świata zwierzęcego.

 

Bitwa Warszawska ocaliła kulturę Zachodu, przed barbarzyńską kulturą (z naszego punktu widzenia anty-kulturą) bolszewizmu. Ocaliła, a w każdym razie osłoniła system prawny, w tym ważne wolności obywatelskie, ocaliła ustroje demokracji (nawet jeśli to były monarchie konstytucyjne), ocaliła wolność tworzenia dla artystów i myślenia dla filozofów. Gdyby nie polskie zwycięstwo Europa zostałaby poddana bolszewizacji – nie było siły, która powstrzymałaby Armię Czerwoną. Cesarstwo Austro-Węgier przestało istnieć, niemiecka armia była rozmontowywana na mocy Traktatu z Wersalu, francuska – wystraszona.

 

Bitwa Warszawska – i dopiero ona – zdecydowała o niepodległości Polski w każdym wymiarze tego słowa: militarnym i ekonomicznym, oświatowym i religijnym o tym, że będzie nowym państwem na przedwojennych mapach Europy. W wyniku przegranej Polska byłaby zamieniona w republikę sowiecką, a ludzie – w niewolników. Jednocześnie Bitwa Warszawska uczyniła z nas znowu kraj Przedmurza – kulturowego, religijnego, prawnego. Zachód nawet nie zauważył, że żyje w wolności i korzysta ze swej kultury dzięki walce Polaków.

 

Bitwa Warszawska odmieniła jakość kultury polskiej. Wzbogaciła ją przez przypomnienie i uobecnienie etosu tradycyjnej Rzeczypospolitej Rycerskiej, przypomniała jak cenne są wartości życia zbiorowego takie jak wolność, demokracja, tolerancja. W krwi żołnierzy i w pożarach bitew hartowała się jedność narodu rozszarpanego przez zaborców, następowało uszlachetnienie – zmiana jakości Polaków i ich kraju. „Nadpowietrzna” Polska wzbogaciła się o nowe miejsca święte i nowych bohaterów.

 

Przypomnijmy raz jeszcze święte nazwy i bohaterskie nazwiska, krótko, ale konkretnie, tak, jak powinny zostać wyryte na marmurze:

 

Ossów (14 VIII): ks. Ignacy Skorupka, por. gen. Mieczysław Słowikowski – 236. pp. Legii Akademickiej (as angielskiego wywiadu, Order Imperium);

 

Odolion (14 VIII) – na razie jest tu tylko obelisk ofiar II wojny: gen. Edmund Hauser – dowódca Obozu Warownego Toruń (mistrz maskowania, wozy jako armaty, cywile w mundurach);

 

Wólka Radzymińska (noc 14/15 VIII): por. Stefan Pogonowski;

 

Maciejowice: por. Jerzy Dzwonkowski (3 X ranny) zamordowany w Charkowie;

 

Cyców (15-16 VIII), rozbicie „Grupy Dotola”: 7. Pułk Ułanów Lubelskich – mjr Zygmunt Piasecki, 3. Pułk Ułanów Krakowskich – mjr Cyprian Bystram (obydwaj zmarli na emigracji);

 

Zadwórze (17 VIII): kpt. Bolesław Zajączkowski i 318. Termopilan Polskich;

 

Drohiczyn (noc 18/19): st. sierż. Modest Żabski i st. leg. Zygmunt Blusiewicz, kpt. Władysław Broniewski;

 

Komarów (31 VIII): Dywizja Jazdy gen. Juliusza Rómmla pokonuje Budionnego szarża rtm. Kornela Krzeczunowicza. 8. Pułk Ułanów Krakowskich zdobyli samochód, którym uciekał, Budionny (ten okazał się jeszcze szybszy) i raz jeszcze o Rómmlu: zagon Korpusu Jazdy na Korosteń (8–12 X) – rozbito 7. DS. i 17. BS, zasłużyła się 1 Bateria Armii Konnej, którą dowodził jednooki por. Stanisław Kopański – późniejszy generał, zdobywca Monte Cassino). Serdecznej pamięci Polaków wart jest dowódca 8. DAK-u, ppłk Artur baron Buol, Węgier. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Spłacam Polsce dług Węgier za jej pomoc w powstaniu 1848 roku”.

 

I co ważne: nie byli to męczennicy, zesłańcy, żołnierze przegranych powstań, nawet jeżeli padli – należeli do bohaterów, zwycięzców. Chwała zwycięstw pozostanie na sztandarach pułków i w nowych świętach II RP. Nastąpi jednoczenie sacrum państwowego i religijnego, co dodatkowo połączy trzy zabory.

 

Na koniec: zwycięstwo nad barbarzyńskim najazdem zmieniło, jakość charakteru przeciętnego Polaka, kształtował się nowy typ – dumny z tradycji i mający poczucie historycznej misji, odważny, ale i opiekuńczy – wobec rodzin i miejsc, które bronił. Wobec Rodaków. Oczywiście nie wszyscy zjadacze chleba przemienili się od razu w bohaterów anielskich hufców, był to początek procesu. Lecz dzięki niemu potrafiliśmy postawić się Niemcom w roku 1939, zrywem Powstania 1944 ocalić się przed wcieleniem do ZSRR i w końcu, po latach sowieckiej dominacji – wybić się na niepodległość. Proces ten trwa do dzisiaj, to znaczy, że trwa walka nadpowietrzna, walka naszego narodu nie tylko z akcjami zaborców, ale także z mieszkańcami tego kraju, którzy wciąż nie potrafią dorosnąć do niepodległości.

 

Bohdan Urbankowski

 

Przypisy:

 

1 Sytuację po wojnie malowałem w ten sposób: trzy duże olbrzymy, rzygające krwią, chore na dyzenterię, skurczone w stanie agonii, a malutki Polaczek kręci się wokoło nich, prosząc uniżenie o miejsce dla siebie (Wywiad Stanisława Laudańskiego z 10 lutego 1924 r.).

 

2 Liczby udostępnione dla prasy przez szefa III (operac.) oddziału Sztabu Głównego płk.  Tadeusza Piskora. Mjr Stanisław Kunstler (Nasza ofensywa sierpniowa, Warszawa 1920, s. 28) mówił o 25 tys. zabitych Rosjanach, 66 tys. jeńców, 45-60 tys. internowanych, a także o zdobyciu: 231 dział, 1023 ckm, 10 tys. wozów z amunicją (przed Komarowem!).

 

3 Mieczysław Zygfryd Słowikowski, właśc. Mieczysław Zygfryd Słowik, ps. „Rygor” (ur. 25 lutego 1896 w Jazgarzewie, zm. 29 lipca 1989 w Londynie. Dowódca kompanii, nast. batalionu w wojnie bolszewickiej, dwukrotnie ranny, otrzymał też dwa Krzyże walecznych. Przed wojną Słowikowski doszedł do stopnia podpułkownika, był szefem sztabu brygad KOP (Wilno, następnie Kowno), potem przeszedł do służby w II Oddziale Sztabu Generalnego. Zajmował się ewakuacją polskich żołnierzy do Anglii, następnie współpracował z wywiadem angielskim w Afryce – dzięki jego pracy logistycznej pokonany został Afrika Korps Rommla.  Otrzymał Order Imperium Brytyjskiego, awansował na stopień generała. Władze PRL pozbawiły go obywatelstwa.  

  • 26 sierpnia 2020 w Belwederze odbyła się konferencja pt. Znaczenie Bitwy Warszawskiej.

Powyżej prezentujemy skróconą wersję wykładu dr. Bohdana Urbankowskiego.